Witajcie
Co wspólnego ma morze z górami? W moim przypadku bardzo wiele... Ja nawet po krótkim czasie spędzonym nad morzem jestem w stanie góry przenosić. Nic mnie tak nie regeneruje, jak wielka woda i szum jej fal. Pierwszy, letni wyjazd mam już za sobą. Część przywiezionej energii zdążyłam już spożytkować na pracę w ogrodzie, część na małą metamorfozę tarasu ( wkrótce pokażę) i część na nadrabianie zaległości w blogosferze... Mam nadzieję, że nie "rozładuję się" za szybko i pełna wigoru dotrwam do sierpniowego wyjazdu na kajaczki. Kajaki Rospudą to już cykliczny i musowy punkt wakacji...
Nad Bałtykiem odwiedziłam moją ulubioną górę, czyli Jastrzębią Górę. Zamieszkałam w moim ulubionym domu wczasowym Natalia. Odpoczywałam na moim ulubionym kawałku plaży przy wejściu nr 25. Codziennie jadłam pyszną rybkę w mojej ulubionej restauracji U Rybaka. To był świetnie spędzony czas podzielony sprawiedliwie pomiędzy leniwym plażowaniem, a wielokilometrowymi spacerami brzegiem morza (w 4 dni zrobiłam 55km)
I tak w tych cudownych letnich okolicznościach, przy akompaniamencie fal stuknęła mi kolejna wiosenka... Nie wiem, czy to nadmiar jodu, czy może kojąca bliskość morza spowodowała, że pięćdziesiątka trójka stała się mniej bolesna... w zasadzie bezbolesna, ba nawet fascynująca i obiecująca... Morze ma jednak magiczną moc 🐟🐟🐟 już za nim tęsknię.
Ania