Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty

31.07.2026

Owsiany biszkopt z owocami

Witajcie kochani♥︎
W dzisiejszym poście podzielę się z Wami łatwym przepisem na pyszny, puszysty biszkopt. Przyznam, że to moje ulubione, letnie ciasto. I choć składa się z niewielu produktów to jego smak jest naprawdę bogaty...  Mąka owsiana nadaje mu lekko orzechowego tonu, a owoce, w zależności od tego, jakich użyjemy - podkręcają go orzeźwiającą nutką kwasowości lub słodyczy. Dla mnie to połączenie wprost idealne... kwintesencja lata na talerzu!


Składniki
  • 4 jajka 
  • 100g mąki owsianej
  • 100g słodziwa (ksylitol lub erytrytol ewentualnie cukier)
  • drobne owoce ok 250g (najlepiej sezonowe, np. borówka, porzeczka, poziomka, itp.)
  • płaska łyżka mąki ziemniaczanej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
Wykonanie
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Owoce myjemy i pozostawiamy do odsączenia. Oddzielamy białka od żółtek, białka ubijamy na pianę, pod koniec ubijania dodajemy słodziwo i miksujemy do połączenia. Następnie dodajemy kolejno żółtka cały czas miksując. Gdy uzyskamy puszystą, gładką masę - wsypujemy obie mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia i albo delikatnie miksujemy na wolnych obrotach, albo mieszamy szpatułką do połączenia składników. Ciasto wylewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Na koniec wsypujemy owoce , tak by po opadnięciu na dno w miarę równomiernie go pokryły. Ilość owoców możemy regulować według własnych upodobań, ale nie należy z nią przesadzać, by zbyt nie obciążyć biszkoptu. Ciasto pieczemy przez 30 -35 minut w piekarniku nagrzanym do 180°C.  do zarumienienia lub suchego patyczka:) Polecam ten przepis do wypróbowania... jest szybki i prosty w przygotowaniu, a ciasto zaspokoi nawet najbardziej wybredne podniebienia.


To lato jest wybitnie niestabilne pogodowo. Mało który weekend jest "normalny", przeważnie leje... jak nie deszcz to żar z nieba. W taki czas prace ogrodowe odkładam na bok i bez wyrzutów sumienia  oddaję się relaksowi. Do woli korzystam z letniego salonu, czyli tarasu... uwielbiam te chwile zatrzymania,  uważności i delektowania się otoczeniem. O strefę wokół tarasu dbam w sposób szczególny. Rośliny, które ją porastają mają za zadanie działać nie tylko na zmysł wzroku, ale też węchu, by jeszcze bardziej uatrakcyjnić czas spędzany na zewnątrz.

 

W maju swój cudowny aromat roztacza lilak Meyera. Jego słodka, czysta woń rozchodzi się na dość duże odległości, zwłaszcza w ciepłe i słoneczne popołudnia.
 


W czerwcu taras spowija cudowna mieszanka zapachów - delikatnego piwonii i miodowego rogownicy kutnerowatej.


Lipcowe i sierpniowe wieczory należą do maciejki. Uwielbiam jej intensywną, nieco korzenną, orientalną woń.  Wysiewam roślinkę porcjami praktycznie na każdym wolnym skrawku rabaty, by móc upajać się nią do woli.  Zapach kwiatów to najdoskonalsza perfumeria, jaką stworzyła natura... nie do podrobienia i zamknięcia w żadnym, choćby najpiękniejszym flakoniku...


Pozdrawiam cieplutko
          Ania

20.03.2026

Kolory wiosny

 Witajcie♥︎
W miesiącu marcu moje pragnienie słońca i trawy jest tak silne, że instynktownie otaczam się kolorem żółtym i zielonym.  To są barwy, po które sięgam teraz często i chętnie...  tworzę żółto - zielone kompozycje, gdzie tylko się da:)

- w dekoracjach...
Żółte kwiaty to prosty sposób na wniesienie energii i słońca do wnętrz. Bukiet w takiej kolorystyce rozjaśni nawet najbardziej szary dzień.  Moja kompozycja bazi z żonkilami,  choć skromna i naturalistyczna przykuwa wzrok, głównie dzięki swojej barwie. 

Cebulki kwiatowe to jeden z moich ulubionych, sezonowych motywów dekoracyjnych.  Chętnie go wykorzystuję w wiosennych aranżacjach.  Bulwy w filiżance - choć ciężko w to uwierzyć - żywe nie są.  To atrapy wykonane w mistrzowski sposób, z dbałością o każdy, najmniejszy szczegół. Jeśli szukacie tego typu dodatków, to swoje kupiłam w Hausemania

- na talerzu...
Staram się, by był, jak najbardziej zielony. Zanim w ogródku urosną nowalijki,  w domu intensywnie uprawiam kiełki. Ich produkcja jest łatwa i szybka, a one same są bogatym źródłem witamin i minerałów. Wyhodowane kiełki dodaję praktycznie do wszystkich posiłków:)

- w ubiorze...
Mały akcent  z mojej wiosennej palety barw jest i tutaj, ale ukryty pod odzieniem wierzchnim.  To wełniany sweterek w jasnożółtym, rozmytym kolorze. Kiedyś nie do pomyślenia, że będę nosić się w żółtym, a dziś proszę... bardzo dobrze się w nim czuję☀️
Kurtka - Massimo Dutti (stara)
Sweter - Reserved (kolekcja jesień/zima 2025)
Spodnie - Mohito (kolekcja wiosna 2026)
Buty - Ryłko (stare)

Kochani, od jutra wiosna na legalu, ma to zagwarantowane w kalendarzu... życzę Wam,  zatem dużo słonka i kolorów...  całej gamy kolorów🌷🌷🌷


Pozdrawiam cieplutko
          Ania

22.02.2026

Tłusty Walenty... jak nim nie zostać, czyli pączek na raz:)

 Witajcie kochani♥︎
W zeszłym tygodniu mieliśmy kumulację świąt wszelakich.  Tłusty czwartek wypadał w tym roku tuż przed świętem Walentego, pomiędzy nimi mieliśmy dzień kochania siebie, a na koniec jeszcze święto singla. Przy tak dużej puli uroczystości  każdy zapewne znalazł coś dla siebie.  Mnie tłustoczwartkowe szaleństwo nie dotyczy...  ze względów zdrowotnych  unikam połączenia białej mąki i cukru. Jednak nie byłabym sobą, gdybym w tym czasie nie obdarowała siebie i swojego Walentego odrobiną łakoci... 


Łakocie, które umilały nam Walentynki to domowe super pączki na mące owsianej, czyli zdrowsza wersja tych tradycyjnie wypiekanych. Mąka owsiana  z powodzeniem zastępuje mąkę pszenną, nadaje się do wypieku zarówno kruchego, drożdżowego, jak i biszkoptowego ciasta.  Mąkę można kupić gotową (Carrefour, Auchan, Stokrotka i inne większe markety) można też zrobić ją samemu  ze zwykłych płatków owsianych - wystarczy je zmielić. Mąka z owsa ma przyjemny, lekko orzechowy smak i co dla mnie kluczowe - posiada niski indeks glikemiczny:) A owsiane pączusie z mascarpone to prawdziwy rarytas... 

Składniki
  • 260g mąki owsianej
  • 250g serka mascarpone 
  • 2 jajka średniej wielkości
  • płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżka ksylitolu (najlepiej zmielonego na puder)
  • szczypta soli
  • łyżka soku z cytryny
  • olej lub smalec (najlepiej gęsi) do smażenia


Przygotowanie
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy szczyptę soli, proszek do pieczenia, ksylitol (lub cukier), jajka, serek i sok z cytryny. Składniki dokładnie miksujemy do połączenia. Ciasto będzie miało dość luźną konsystencję, jeśli wyjdzie zbyt rzadkie - można podsypać go jeszcze odrobiną mąki. Przed lepieniem pączków należy natłuścić olejem dłonie, by ciasto nie przywierało do rąk. Odrywamy po kawałku ciasta i ręcznie formujemy niewielkie kulki (u mnie mniej więcej gabarytów orzecha włoskiego) Do smażenia możemy użyć smalcu gęsiego,  jest najlepszy - ma wysoką stabilność termiczną, czyli się nie przypala, a na dodatek zawiera o wiele mniej tłuszczów nasyconych niż np. smalec wieprzowy.  Można też użyć oleju, osobiście polecam Kujawski 3 Ziarna - jest dobrej jakości i także ma wysoką temperaturę dymienia. Do końcowej obróbki pączków najlepiej zastosować wyższy rondel lub garnek, gdyż olej podczas smażenia może się pienić (powód - ciasto jest dość wilgotne) Na gorący tłuszcz wrzucamy pojedynczo partię pączków, nie muszą być całkowicie przykryte olejem, wystarczy, że są zanurzone do ciut więcej, niż połowy.  Podczas smażenia delikatnie obracamy je łyżką cedzakową. Smażymy ok. 5 minut (w zależności od ich wielkości) lub do równomiernego zarumienienia. Z przepisu wychodzi u mnie zazwyczaj 50 pączków, które smażę w trzech turach. Usmażone wyjmujemy na papierowy ręcznik kuchenny, by odsączyć z nich nadmiar tłuszczu.  Gotowe możemy przypudrować odrobiną ksylitolu.


Jabłko też może być świetnym prezentem na Walentynki... wszak podobno od niego wszystko się zaczęło💔❤️❤️‍🩹


Pozdrawiam cieplutko
         Ania

28.01.2026

Makaron z czerwoną cebulą /spaghetti con la cipolla rossa/

 Witajcie
Nowy 2026 rok zaczynam na blogu wpisem kulinarnym. A jak kulinaria... to pewnie się domyślacie, że będzie to... makaron!!!  Ten przepis zaskoczył mnie totalnie. Myślałam, że z tak niewielu i to dość "lichych" składników wyjdzie danie, co najwyżej przeciętne. A wyszło pożywne, niewiarygodnie smaczne,  aksamitne danie i do tego, banalnie proste w przygotowaniu. Tak więc pasta z czerwoną cebulą na stałe wchodzi do mojego jadłospisu! 

Składniki /na dwie osoby/

  • 150 - 200g makaronu typu spaghetti (u mnie pełnoziarnisty)
  • 200 - 230g czerwonej cebuli
  • 3 gałązki świeżego rozmarynu
  •  papryczka chili
  • ser pecorino
  • oliwa z oliwek
  • pieprz, sól


Przygotowanie
Obraną cebulę kroimy na pół, a następnie w półtalarki. W przepisie, na którym się wzorowałam użyto cebuli o podłużnym kształcie, typu włoskiego - rossa lunga di Firenze.  Niestety nigdzie takiej nie znalazłam, choć bywa ona czasem w Lidlu... Okrągła cebula może nie jest tak słodka, ale też smaczna i z powodzeniem możemy ją wykorzystać. Na patelnię wlewamy oliwę, wrzucamy do niej papryczkę, podgrzewamy, by papryka uwolniła aromat. Nastawiamy wodę na makaron. Gdy oliwa będzie już odpowiednio gorąca dodajemy do niej cebulę, gałązki rozmarynu i smażymy od czasu do czasu mieszając. Kiedy cebula się lekko zeszkli zmniejszamy ogień i dusimy ją jeszcze przez ok. 15 - 20 minut. W międzyczasie gotujemy makaron. Cebulę delikatnie mieszamy, by równomiernie się karmelizowała, pod koniec duszenia wyjmujemy gałązki rozmarynu i paprykę, dodajemy pieprz. Całość podlewamy chochelką (lub dwiema) wody spod makaronu, delikatnie mieszamy, by wytworzył się sos, solimy i jeszcze przez moment dusimy. Do gotowej cebulki dodajemy odcedzony makaron, delikatnie łączymy składniki na małym ogniu, tak by makaron wchłonął sos, w razie potrzeby podlewamy jeszcze odrobiną wody. Gotowe danie na talerzu posypujemy startym serem pecorino.  Oryginalny, włoski przepis na tę pastę znajdziecie tutaj

Po obiedzie warto ruszyć na spacer... nawet krótki dystans to same profity dla zdrowia.
A i zimowe widoczki potrafią zauroczyć❄️❄️❄️


Pozdrawiam serdecznie♥︎
         Ania

7.11.2025

Październik na bis

Witam serdecznie i już listopadowo... nie do wiary, jak ten czas leci. Październik przemknął mi niczym japoński pociąg pociskowy:) Nie zdążyłam na dobre się w nim zakotwiczyć i rozsmakować.  Czuję jego lekki niedosyt, więc dziś w poście wracam do październikowych kadrów! 

 
Ostatnie weekendy spędzane na wsi były bardzo pracowite, bez grama próżnowania. Wymoszczona w jesiennym stylu sofa nie miała zbyt wielu okazji, żeby odczuć na sobie mój ciężar. 

*** 
Wieczorne mroki rozświetlał mi blask duszków. Zrobiłam z nich lampiony, by wyczarować odrobinę nastrojowego klimatu.  Duszki miały być halloweenową ozdobą salonu, ale w nikim nie wywołały choćby krzty przerażenia...  raczej zachwyt. Cóż wyglądają trochę nieporadnie i dobrotliwie...


Więcej grozy budziły siatki ochronne  pozostawione w winnicy...  Gdy zapadał zmierzch, targane wiatrem przybierały dziwne kształty, często przypominające zjawy. Zdjęcie tego  nie oddaje, ale były momenty, kiedy rzędy siatek zatopione we mgle,  wyglądały, jak upiorna scena z horroru:)))

***
Najlepszą potrawą dla zapracowanych jest oczywiście... makaron! Smaczny, pożywny i co najważniejsze szybki w przygotowaniu. W robocze weekendy często gościł na naszym stole, w różnych wersjach i z reguły pełnoziarnisty. Pasta na zdjęciu to wyjątek, bo to klasyczna carbonara, a ta, wiadomo lubi się bardziej z białym makaronem:)

***
Październik to, wg mnie najlepszy czas na sadzenie krzewów i drzewek.  Ciepła jeszcze i wilgotna ziemia stwarza idealne warunki, by korzenie "zadomowiły" się w gruncie.  Do mojej ogrodowej kolekcji  dołączyło kilka nowości, między innymi ta parka ostrokrzewów (Blue Girl i Blue Prince)

Jedne roślinki przybywają na rabaty, inne, tak jak jednoroczne piękności wybywają, a jeszcze inne chyba pogubiły się w czasie... Białe pelargonie, które zdobią południową ścianę naszego domu za nic miały pierwsze przymrozki, kwitną w najlepsze i ciągle wypuszczają nowe pąki. Zdjęcie zrobione z końcem października, żal przerywać im wegetację, ale już najwyższy czas, by udały się na zasłużony odpoczynek:) 

Artystka jesień maluje przyrodę pięknymi kolorami. Pobliskie lasy i ostępy wyglądają zjawiskowo, zwłaszcza skąpane w promieniach słońca. To świetna pora na spacery i zatracenie się w jesiennym złocie, póki jeszcze nie opadło z drzew. Mam nadzieję, że listopad przyniesie mi więcej wolnego czasu, bym mogła  uszczknąć coś jeszcze dla siebie z tej jesiennej aury🍁🍁🍁


Trzymajcie się cieplutko i w zdrowiu♥︎♥︎♥︎
              Ania