Witajcie kochani♥︎
W dzisiejszym poście podzielę się z Wami łatwym przepisem na pyszny, puszysty biszkopt. Przyznam, że to moje ulubione, letnie ciasto. I choć składa się z niewielu produktów to jego smak jest naprawdę bogaty... Mąka owsiana nadaje mu lekko orzechowego tonu, a owoce, w zależności od tego, jakich użyjemy - podkręcają go orzeźwiającą nutką kwasowości lub słodyczy. Dla mnie to połączenie wprost idealne... kwintesencja lata na talerzu!
Składniki
- 4 jajka
- 100g mąki owsianej
- 100g słodziwa (ksylitol lub erytrytol ewentualnie cukier)
- drobne owoce ok 250g (najlepiej sezonowe, np. borówka, porzeczka, poziomka, itp.)
- płaska łyżka mąki ziemniaczanej
- łyżeczka proszku do pieczenia
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Owoce myjemy i pozostawiamy do odsączenia. Oddzielamy białka od żółtek, białka ubijamy na pianę, pod koniec ubijania dodajemy słodziwo i miksujemy do połączenia. Następnie dodajemy kolejno żółtka cały czas miksując. Gdy uzyskamy puszystą, gładką masę - wsypujemy obie mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia i albo delikatnie miksujemy na wolnych obrotach, albo mieszamy szpatułką do połączenia składników. Ciasto wylewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Na koniec wsypujemy owoce , tak by po opadnięciu na dno w miarę równomiernie go pokryły. Ilość owoców możemy regulować według własnych upodobań, ale nie należy z nią przesadzać, by zbyt nie obciążyć biszkoptu. Ciasto pieczemy przez 30 -35 minut w piekarniku nagrzanym do 180°C. do zarumienienia lub suchego patyczka:) Polecam ten przepis do wypróbowania... jest szybki i prosty w przygotowaniu, a ciasto zaspokoi nawet najbardziej wybredne podniebienia.
To lato jest wybitnie niestabilne pogodowo. Mało który weekend jest "normalny", przeważnie leje... jak nie deszcz to żar z nieba. W taki czas prace ogrodowe odkładam na bok i bez wyrzutów sumienia oddaję się relaksowi. Do woli korzystam z letniego salonu, czyli tarasu... uwielbiam te chwile zatrzymania, uważności i delektowania się otoczeniem. O strefę wokół tarasu dbam w sposób szczególny. Rośliny, które ją porastają mają za zadanie działać nie tylko na zmysł wzroku, ale też węchu, by jeszcze bardziej uatrakcyjnić czas spędzany na zewnątrz.
W maju swój cudowny aromat roztacza lilak Meyera. Jego słodka, czysta woń rozchodzi się na dość duże odległości, zwłaszcza w ciepłe i słoneczne popołudnia.
W czerwcu taras spowija cudowna mieszanka zapachów - delikatnego piwonii i miodowego rogownicy kutnerowatej.
Lipcowe i sierpniowe wieczory należą do maciejki. Uwielbiam jej intensywną, nieco korzenną, orientalną woń. Wysiewam roślinkę porcjami praktycznie na każdym wolnym skrawku rabaty, by móc upajać się nią do woli. Zapach kwiatów to najdoskonalsza perfumeria, jaką stworzyła natura... nie do podrobienia i zamknięcia w żadnym, choćby najpiękniejszym flakoniku...






