6.11.2026

Październik w ogrodzie

Witajcie kochani♥︎
Październik to niewątpliwie najpiękniejszy miesiąc jesieni. Czas, kiedy drzewa zaczynają swój wielobarwny spektakl. Moja działka oparta jest o las, więc jej tło jesienią wygląda niczym  pejzaż, który wyszedł spod pędzla najznamienitszego artysty. W samym ogrodzie oprócz skupiska smukłych brzóz niewiele mam drzewnych nasadzeń.  Ale wśród tych nielicznych są prawdziwe jesienne gwiazdy - klon tatarski, tulipanowiec, miłorząb i ambrowiec. Ich liście poza posiadaniem nietypowych kształtów, jak u tulipanowca i miłorzębu mają także  niesamowite zdolności wybarwiania się na cudne, głębokie odcienie żółci, czerwieni, a nawet fioletu.   To jeszcze młode drzewka więc i efekt kolorystyczny póki co niewielki. Mam jednak nadzieję, że z biegiem lat efekt urośnie do potęgi "wow" Na rabatach o tej porze nie dzieje się już za wiele. Z kwitnących kwiatów zostały tylko te odporne na duże spadki temperatur - aksamitki, pojedyncze jeżówki, róże, ostróżki i oczywiście kosmosy. Kwiaty w skrzynkach to zupełnie inna bajka...  jakby nie zdawały sobie sprawy, że czas powoli kończyć wegetację - kwitną w najlepsze i cały czas zawiązują pąki.  Co roku mam z nimi ten sam dylemat, żal się ich pozbywać, bo to wciąż ozdoba ogrodu, więc czekam, aż natura sama  pomoże dokonać im żywota.  To następuje zwykle po pierwszych większych przymrozkach, więc czynność sprzątania skrzynek wykonuję już sinymi i zgrabiałymi z zimna rękami:))) 
Ale czego nie robi się z miłości do ogrodu?



Lubię październik i choć to pracowity miesiąc w ogrodzie to przynosi też obietnicę spokoju, powoli wycisza... jak łagodna kołysanka przed snem.  W tym roku przyniósł też dużo pogodnych dni, w tym jeden wyjątkowy z lazurowym, uśmiechniętym niebem:)  To co widzicie na zdjęciach poniżej to nie przeróbka przy użyciu  AI, ale prawdziwe zjawisko optyczne,  potocznie zwane obróconą tęczą. W rzeczywistości to łuk okołozenitalny, który powstaje w wyniku załamania światła, ale nie w kroplach wody, jak to bywa w przypadku "normalnej" tęczy, lecz w kawałkach lodu. Piękne i rzadkie zjawisko... warto czasem zadrzeć głowę do góry! A skoro niebo potrafi się do nas uśmiechać, to my tym bardziej powinniśmy uśmiechać się do siebie nawzajem... i tego życzę wszystkim!!!


Pozdrawiam cieplutko
          Ania

28.10.2026

Zwiewne wspomnienie lata

Witajcie kochani❤
Jesień w pełni... słonko, kiedy się pojawia - jeszcze przyjemnie grzeje, ale ranki potrafią być już mgliste i przenikliwie zimne. Cóż, takie "uroki" tej pory. Ja jednak lubię jesień i biorę ją z całym  dobrodziejstwem inwentarza.  Żal tylko lekkości ubrań... a  niestety już wkrótce przybędzie nam materii wokół ciała. Odwlekam ten moment w czasie, jak długo się da. W tym roku,  mniej więcej do połowy października korzystałam jeszcze z elementów letniej garderoby. I jak tylko pogoda dopisywała "wskakiwałam" w którąś ze swoich zwiewnych spódnic. Bardzo się z nimi polubiłam tego lata. A zaczęło się od kupna (w Kappahl) tej bawełnianej w biało - niebieskie paseczki. To zdecydowanie faworytka minionego sezonu. Lekko sztywna bawełna pięknie trzymała formę trapezu, a jednocześnie zapewniała przewiewność.  Tak bardzo komfortowo poczułam się w tej spódnicy, że zapragnęłam zasilić moją skromną wówczas kolekcję tego typu odzieży. 


I tak - na wyprzedaży w Tatuum dokupiłam jeszcze dwie sztuki o podobnym rozkloszowanym kroju, choć w zupełnie innym stylu. Ta w kolorze gorzkiej czekolady uszyta jest z mieszanki lnu i wiskozy. Poza dobrym składem ma też wygodny, luźny fason i ozdobny detal w postaci ukośnie naszytych kieszeni.


Fioletowa natomiast uszyta jest z lyocellu ( niestety z niewielkim kilkunastoprocentowym dodatkiem syntetyku) Wierzchni materiał spódnicy jest lekko prześwitujący, ale cienka bawełniana podszewka zapewnia komfort noszenia. Spódnica pięknie się układa, ma delikatny połysk, dzięki czemu sprawdzi się też w bardziej eleganckich stylizacjach. 


Biała spódnica to letni klasyk, ponadczasowy element szafy.  Swoją kupiłam chyba ze trzy lata temu w Pepco:) Skuszona tkaniną - 100% len i niską jej ceną (30-40 zł?) uznałam zakup za świetną okazję. Mój entuzjazm nie trwał jednak długo. W domu spódnica wydała mi się zbyt zgrzebna i bieliźniana.  Dopiero tego lata ją reaktywowałam, więc swoje w szafie przeleżała... i o dziwo nie pożółkła. A często nieużywane białe tkaniny, zwłaszcza te z naturalnych włókien  ulegają zażółceniu. Spódnica wróciła do łask i wygląda, jak nowa... czyli jednak była to zakupowa okazja:) Głównym atutem wszystkich tych spódnic jest krój A-line, daje on nieograniczone wręcz możliwości stylizacji. Tak uszyty dół połączyć można praktycznie z każdą górą - topem, t-shirtem, kamizelką, koszulą, sweterkiem...  pełna dowolność:)


Stylizacje ze zdjęć są już tylko przyjemnym wspomnieniem ciepłych dni. Przed nami listopad, a on lubi rządzić się swoim wyjątkowo kapryśnym usposobieniem...  Ale póki liście całkiem jeszcze nie opadły cieszmy się złotem jesieni...
Pozdrawiam cieplutko
    Ania

10.10.2026

Egzotyczne piękności

 Witajcie kochani♥︎
Dzisiaj obiecana druga część spaceru po Krakowskim Ogrodzie Botanicznym.  Zajrzymy do szklarni, gdzie z dużym powodzeniem rosną najróżniejsze rośliny spoza naszej strefy klimatycznej.  Bogactwo tych egzotycznych piękności może zachwycić, ale i zadziwić... 


 Niewątpliwą atrakcją ogrodu jest ogromny daktylowiec kanaryjski.  Palma ma około 180 lat i prawdopodobnie jest najstarszym daktylowcem rosnącym pod szkłem w Europie.  Ten okaz pochodzi z naturalnego środowiska, czyli Wysp Kanaryjskich i tak dobrze zadomowił się w Krakowie, że trzeba było wybudować mu nową szklarnię, gdyż jego intensywny wzrost zagrażał konstrukcji starej. Oprócz słynnego daktylowca w ogrodowych szklarniach podziwiać można także wiekowe, bo liczące 150 lat sagowce.  

Poza budynkiem dobrze sobie radzą liczne bananowce i drzewka cytrusowe.

W sztucznie stworzonym  klimacie tropikalnym wyjątkowo dorodnie rosną liczne odmiany krotonów, paproci, lian, oplątw czy imponującej monstery. Roślinność jest tak bujna i wielopiętrowa, że odnosi się wrażenie, iż jest się w samym środku lasu deszczowego. 

Wśród bogatej kolekcji egzotycznych roślin,  niezaprzeczalnie największą osobliwością jest Victoria Cruziana. To gigantyczna lilia wodna pochodząca z wolno płynących dorzeczy Ameryki Południowej.  Jej kwiaty żyją zaledwie dwa dni, ale za to w bardzo ciekawym i intensywnym cyklu. Otwierają się nocą, jako kwiat żeński, mają 25 cm wielkości, śnieżnobiały kolor i intensywny, słodki zapach, którym w swoim naturalnym środowisku zwabiają chrząszcze. Drugiej nocy kwiat zmienia płeć na męską, wybarwia się na ciemny róż lub purpurę, uwalnia pyłek oraz uwięzione owady, które w naturze lecą zapylić inne białe lilie. Po dwóch dniach kwiat zamyka się i tonie pod wodą, gdzie dojrzewają nasiona. Ale kwiaty, choć o pięknym wyglądzie i ciekawym cyklu życiowym w porównaniu z liśćmi Victorii Cruziana są tak naprawdę niepozorne. To liście przykuwają wzrok. Są monstrualnych rozmiarów, wyglądają, jak ogromne, zielone rondle unoszące się na wodzie. Potrafią osiągać imponującą średnicę 1,5 metra, a w dorzeczach nawet 2,5 metra.  Ich anatomia sprawia, że mają bardzo dużą wytrzymałość i wyporność.  Spód liścia przypomina potężne, niemal architektoniczne rusztowanie zbudowane z regularnych żył wypełnionych powietrzem. Te komory powietrzne działają, jak pływaki w katamaranie, dodatkowo spory brzeg liścia uniesiony jest pionowo, niczym burta statku, która chroni przed zalaniem wodą. Dzięki takiej konstrukcji liść potrafi utrzymać ciężar kilkuletniego dziecka, nawet do 40 kg.  To niesamowita roślina, która jest chyba największą atrakcją letnich sezonów w Krakowskim Ogrodzie Botanicznym.


Ogród posiada także bogaty zbiór kaktusów i sukulentów oraz najstarszą i największą w Polsce kolekcję storczyków. Niestety, podczas mojego spaceru po ogrodzie nie udało mi się odwiedzić storczykarni. W takich miejscach tracę poczucie czasu i zwykle nie starcza mi go, aby w spokoju zajrzeć w każdy zakątek.  Ale szczyt kwitnienia wielu orchidei przypada na środek zimy, więc nic straconego...  Jeśli uda mi się tam wybrać,  to wizytą oczywiście podzielę się z Wami na blogu...

 





Pozdrawiam cieplutko
           Ania