2.07.2026

Takie kwiatki...

 Witajcie kochani♥︎♥︎♥︎
Długo tu nie zaglądałam i nie dlatego, że nie było czasu, czas był, ale mocno przygnębiający.  Wiele przykrych rzeczy wydarzyło się w moim bliskim otoczeniu, a i drugi plan życiowej scenerii nie zachwyca... W obliczu tych wszystkich ludzkich tragedii nie byłam w stanie pisać o przyjemnostkach... potrzebowałam przerwy. Powoli wychodzę z odrętwienia i po raz enty przekonuję się, że to jednak - przewrotnie -  właśnie małe rzeczy są najlepszym lekarstwem na wszelkie bolączki tego świata. Codzienne, przyziemne drobnostki, na które mamy realny wpływ. Dla mnie, jak wiecie,  to ogród jest najlepszym terapeutą - uczy pokory, koi ból niemocy i generalnie przywraca głowie ustawienia "fabryczne" Nic zatem dziwnego, że po przerwie wracam do blogowania właśnie z tym tematem. Zdjęcia ogrodu są już mocno nieaktualne, bo z przełomu kwietnia i maja... ale skoro były  w wersji roboczej posta to postanowiłam je zostawić i napisać tekst adekwatny do momentu, w którym przerwałam publikowanie. Niech chociaż tutaj będzie jakiś porządek chronologiczny, bo w głowie ciągle jeszcze chaos kłębiących się pytań, na które chyba nikt nie zna odpowiedzi...

Wiosną martwiłam się głównie o moje nowe nasadzenia drzew i krzewów. Ostatnia zima była nad wyraz mroźna... hehe - teraz, po fali morderczych upałów wspomnienie zimowego chłodu jest całkiem  przyjemne. Nowe roślinki zabezpieczone agrowłókniną poradziły sobie z ostra zimą dobrze, słabiej natomiast poradziły z wiosennymi przymrozkami.

Zmienna i nieprzewidywalna pogoda "załatwiła" mi kielichowca - krzew z nowych nasadzeń, poczyniła też duże szkody wśród starszej roślinności. Najbardziej ucierpiała magnolia... kwietniowe przymrozki uszkodziły kwiaty, a majowe młode listki... i niestety,  w tym roku magnoliowy spektakl nie odbył się.  Liczne kwiaty wiśni i rajskiej jabłonki też uległy przemrożeniu, co obiło się na późniejszym owocowaniu... cóż,  plon w porównaniu z rokiem ubiegłym  jest marny.


Ale generalnie nie jest źle, wiele roślin  (oprócz kielichowca) się odbiło i jakoś sobie radzi, teraz przyszło mierzyć się im z ekstremalnymi upałami. Dynamika w pogodzie nie pozwala na nudę, a i pracy w ogrodzie jest po pachy. 
Kochani, przepraszam za moją nieobecność na Waszych blogach i choć ogród kusi bardzo bardzo, to postaram się w weekend nadrobić zaległości😘😘😘
Pozdrawiam cieplutko
Ania