Witajcie kochani♥︎♥︎♥︎
Długo tu nie zaglądałam i nie dlatego, że nie było czasu, czas był, ale mocno przygnębiający. Wiele przykrych rzeczy wydarzyło się w moim bliskim otoczeniu, a i drugi plan życiowej scenerii nie zachwyca... W obliczu tych wszystkich ludzkich tragedii nie byłam w stanie pisać o przyjemnostkach... potrzebowałam przerwy. Powoli wychodzę z odrętwienia i po raz enty przekonuję się, że to jednak - przewrotnie - właśnie małe rzeczy są najlepszym lekarstwem na wszelkie bolączki tego świata. Codzienne, przyziemne drobnostki, na które mamy realny wpływ. Dla mnie, jak wiecie, to ogród jest najlepszym terapeutą - uczy pokory, koi ból niemocy i generalnie przywraca głowie ustawienia "fabryczne" Nic zatem dziwnego, że po przerwie wracam do blogowania właśnie z tym tematem. Zdjęcia ogrodu są już mocno nieaktualne, bo z przełomu kwietnia i maja... ale skoro były w wersji roboczej posta to postanowiłam je zostawić i napisać tekst adekwatny do momentu, w którym przerwałam publikowanie. Niech chociaż tutaj będzie jakiś porządek chronologiczny, bo w głowie ciągle jeszcze chaos kłębiących się pytań, na które chyba nikt nie zna odpowiedzi...
Wiosną martwiłam się głównie o moje nowe nasadzenia drzew i krzewów. Ostatnia zima była nad wyraz mroźna... hehe - teraz, po fali morderczych upałów wspomnienie zimowego chłodu jest całkiem przyjemne. Nowe roślinki zabezpieczone agrowłókniną poradziły sobie z ostra zimą dobrze, słabiej natomiast poradziły z wiosennymi przymrozkami.
Zmienna i nieprzewidywalna pogoda "załatwiła" mi kielichowca - krzew z nowych nasadzeń, poczyniła też duże szkody wśród starszej roślinności. Najbardziej ucierpiała magnolia... kwietniowe przymrozki uszkodziły kwiaty, a majowe młode listki... i niestety, w tym roku magnoliowy spektakl nie odbył się. Liczne kwiaty wiśni i rajskiej jabłonki też uległy przemrożeniu, co obiło się na późniejszym owocowaniu... cóż, plon w porównaniu z rokiem ubiegłym jest marny.
Ale generalnie nie jest źle, wiele roślin (oprócz kielichowca) się odbiło i jakoś sobie radzi, teraz przyszło mierzyć się im z ekstremalnymi upałami. Dynamika w pogodzie nie pozwala na nudę, a i pracy w ogrodzie jest po pachy.
Kochani, przepraszam za moją nieobecność na Waszych blogach i choć ogród kusi bardzo bardzo, to postaram się w weekend nadrobić zaległości😘😘😘
Pozdrawiam cieplutko
Ania
Aniu, trzymaj się ciepło i w zdrowiu. Uściski
OdpowiedzUsuńDziękuję Kasiu, Tobie również zdrowia życzę i ogrom serdeczności przesyłam😘
UsuńDobrze, że mimo przeciwności nie straciłaś chęci do dzielenia się swoim ogrodem. Zawsze miło tu zaglądać. Pozdrawiam również.
OdpowiedzUsuńDziękuję i pozdrawiam serdecznie:)
UsuńOgród to prawdziwa odskocznia od problemów dnia codziennego, a blogowanie też ma swoje zalety.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że zaczynasz godzic się ze smutnymi wydarzeniami.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Na pewne rzeczy nie mamy wpływu i chcąc nie chcąc musimy się z nimi godzić... Pozdrawiam cieplutko Celu:)
UsuńObawiałam się właśnie, że coś musiało się złego wydarzyć... Tak mi przykro :(
OdpowiedzUsuńOgród masz prześliczny i rzeczywiście coś w tym jest, że rośliny jednocześnie nas koją i uczą pokory, ale i odrobiny pogody ducha nawet wtedy, gdy jest nam źle.
Życzę Ci dużo sił i wytrwałości, zasyłam uściski i serdecznie pozdrawiam :))
Cóż... ludzkie tragedie po prostu się zdarzają... w moim otoczeniu była ich kumulacja i chyba dlatego troszkę mnie to psychicznie nadszarpnęło, ale już jest ok:) Dziękuję:)
UsuńDużo siły w trudnym czasie, niech ogród pomoże w troskach i staje się piękniejszy z dnia na dzień. Szkoda, że wiele roślin ucierpiało jak nie mróz to mordercze upały...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za szybki powrót do sił niezależnie od tego co się stało Ola Owocowysad
Dziękuję Olu... uściski dla Ciebie:)
Usuń
OdpowiedzUsuńTulips are enchanting spring flowers. I’m always happy when I see them. And the hyacinths—so pretty.
Sending you warm regards.
Spring flowers bring the most joy—those first ones we’ve been waiting for. Have a wonderful day!
UsuńPiękne kwiaty! Zwłaszcza te białe, różowe i żółte tulipany.
OdpowiedzUsuńDziękuję:)
UsuńAniu mam nadzieję, że już wszystko dobrze u Ciebie...
OdpowiedzUsuńMasz rację, że trzeba cieszyć się z tych małych rzeczy... Życie jest takie nieprzewidywalne...
Trzymaj się kochana! Przytulam!
Tak Edytko, dziękuję, wszystko powoli wraca do normalności:) Ściskam serdecznie:)
UsuńDoskonale rozumiem, że ukojenia szukasz w ogrodzie. Dobrze, że mamy Aniu możliwość korzystać z jego dobrodziejstwa. Hortiterapia (terapia ogrodem) to metoda terapeutyczna, która wykorzystuje kontakt z przyrodą i prace ogrodnicze do poprawy zdrowia fizycznego, psychicznego i społecznego. Działa wielozmysłowo, angażując wzrok, dotyk, węch i słuch, co bezpośrednio przekłada się na redukcję stresu, stymulację funkcji poznawczych oraz ogólne polepszenie samopoczucia. I ja się z tym zgadzam w 100 %
OdpowiedzUsuń"A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój". Ta ikoniczna fraza z utworu Budka Suflera idealnie oddaje cykliczność życia, w którym po trudnych momentach zawsze przychodzi ukojenie i tego Ci Aniu życzę i najcieplej pozdrawiam ♥️
Anita
Wszystko to, co Anitko napisałaś o ogrodach to święta prawda, dla mnie kontakt z naturą to najlepszy sposób na przywrócenie równowagi emocjonalnej, a że jestem człowiekiem nadwrażliwym i chłonę, jak gąbka wszystkie dramaty osób mi bliskich to często korzystam z hortiterapii... co do cykliczności życia - "człowiek nie stanie się sobą, jeśli ominie okresy cierpienia" Carl Jung. Pozdrawiam cieplutko
UsuńCara Ania,
OdpowiedzUsuńI fiori abbelliscono e profumano sempre le nostre vite. Se l'umanità si comportasse come le madri che amano i propri figli e si "armasse" di fiori, vivremmo in un mondo migliore.
Un bacio!!!
Es verdad, las flores nos acompañan en muchos momentos de la vida... tanto en los felices como en los tristes. ¡Un cordial saludo y que tengas un día maravilloso!
UsuńPrzesyłam dużo wsparcia! 🤗 miło, że masz swoje miejsce, które pozwala się Tobie wyciszyć i odreagować - to bardzo ważne, zwłaszcza, gdy ostatni czas nie był dla Ciebie i bliskich łaskawy. Małe rzeczy pozwalają wracać do normalności, a przyroda bardzo w tym powrocie pomaga. Raz jeszcze przesyłam dużo siły i promyków szczęścia, by przegoniły złe chmury. Pozdrawiam! 🤍
OdpowiedzUsuńDziękuję za słowa wsparcia i pozdrawiam:)
Usuń🤍🤍🤍
UsuńNie widzę potrzeby zmuszania się do pisania jak humor jest średni. Blog to przestrzeń autora i może to robić jak mu się podoba. Więc jak najbardziej jestem za abyś nie pisała gdy prywatnie dzieje się coś co cię zbyt mocno angażuje czy jest przykre. Tak po prostu ;)
OdpowiedzUsuńMiłego dnia!
Angelika
Zgadzam się... człowiek to nie maszyna i ma prawo do własnych słabości... Pozdrawiam cieplutko:)
UsuńPięknie napisałaś o tym, że to właśnie małe codzienne rzeczy pomagają przetrwać trudniejsze momenty. Niech ogród nadal będzie dla Ciebie miejscem wytchnienia i źródłem pozytywnej energii. ♥️
OdpowiedzUsuńDziękuję i pozdrawiam:)
UsuńCzasem małe rzeczy znaczą najwięcej.
OdpowiedzUsuńTo prawda... bo jeśli nie potrafimy cieszyć się z rzeczy małych, to i te duże nas na dłuższą metę nie uszczęśliwią... Pozdrawiam serdecznie:)
UsuńCzasem właśnie ogród staje się najlepszym miejscem, by odzyskać spokoj i choć na chwilę oderwać myśli od tego. Dobrze, że wróciłaś do blogowania. Mimo kaprysów pogody Twój ogród wciąż zachwyca. :)
OdpowiedzUsuńNatura jest niesamowita, jej wpływ na człowieka jest dobroczynny i wielowymiarowy. Pozdrawiam cieplutko:)
UsuńMamy podobnie - u mnie także ogród to taka terapia. Tam głowa odpoczywa. A co do drobnostek - też mam podobne zdanie. Zaczynam dostrzegać piękno w małych rzeczach.
OdpowiedzUsuńDla mnie ogród to relaks i medytacja w jednym, najlepsze antidotum na stres... wystarczy "zanurzyć" łapki w ziemi i świat od razu wydaje się lepszy:) Pozdrawiam cieplutko:)
UsuńCzasem człowiek naprawdę potrzebuje odsunąć się od wszystkiego, a ogród chyba ma w sobie coś takiego, że powoli porządkuje nie tylko przestrzeń wokół nas, ale też trochę to, co dzieje się w głowie. Szkoda magnolii i tych wszystkich strat po kapryśnej pogodzie, bo ogrodnik wkłada w takie miejsca tyle serca, a potem jedna noc potrafi wszystko pokrzyżować. Z drugiej strony niesamowite jest to, jak rośliny potrafią się podnieść i próbować dalej — chyba możemy się od nich sporo nauczyć.
OdpowiedzUsuńO tak! Ogród ma tę moc... jest niezawodnym uzdrowicielem:) Roślinek żal... i myślę, że wraz z pogłębianiem się kryzysu klimatycznego straty w uprawach będą coraz częstsze i rozleglejsze... Zawirowania w pogodzie stają się powoli "normą"... niestety.
UsuńAnia, welcome back! It's always a pleasure to have you here and read your posts.
OdpowiedzUsuńAlthough we know that life is like a wonderful garden with its fantastic roses, but also its painful thorns, it's always incredibly difficult to manage.
The world is in turmoil, lacking leaders of goodwill who can generate peace and equality for the world.
If we add our personal circumstances to these, it's understandable that we experience sad, painful, and sometimes even hopeless moments.
We must commit to ourselves to generate the hope we need, which is life's fundamental motivation. Our commitment to what we believe in and active engagement are the best therapies for finding meaning in our lives.
Your garden will surely regain its splendor, just as you will find the peace and strength you need.
Sending you a warm hug.
Hi, Emma. Thank you for your beautiful and wise comment. Have a nice day :)
UsuńTak, trzeba umieć doceniać te małe rzeczy. One tak naprawdę są wielkie. Są zaszczytem, że możemy je mieć.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ta drabinka na kwiatki. Szukam czegoś takiego. Mam pytanie natury technicznej - gdzie kupiłaś?
Dobrze napisałaś... są zaszczytem... i przywilejem, którego wielu ludzi wciąż jednak nie docenia... Drabinkę na kwiatki kupiłam w "Mrówce" jakieś dwa, albo trzy sezony wstecz, na wyprzedaży za śmiesznie małe pieniądze... mimo to sprawuje się dobrze, tym bardziej, że stoi na zewnątrz przez cały rok, oczywiście pod zadaszeniem:)
UsuńMyślę, że każdy z nas ma takie gorsze dni, kiedy musi na jakiś czas zniknąć z blogosfery. I to jest ok. Dobrze, że już jesteś. I że dzielisz się z nami swoim prześlicznym otoczeniem. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDokładnie tak... każdy z nas potrzebuje czasem takiej wewnętrznej emigracji. Pozdrawiam:)
UsuńMałe rzeczy naprawdę mają wielką moc.
OdpowiedzUsuńI potrafią dawać wielką radość... nie każdy jednak to dostrzega. Pozdrawiam:)
UsuńPiękne zdjęcia. Cieszę się, że wróciłaś. Życzę Ci wszystkiego dobrego.
OdpowiedzUsuńDziękuję pięknie:)
UsuńCzasem to właśnie ogród i kontakt z naturą pomagają odzyskać spokój, gdy życie stawia przed nami trudne wyzwania.
OdpowiedzUsuńTo prawda... ogród jest cudownym lekarstwem, regularnie dawkowany skutecznie uwalnia od stresu:)
UsuńOgród potrafi być naszym wspaniałym przyjacielem, który doda wiatru w żagle w tych najtrudniejszych chwilach. Mam nadzieję, że każdy kolejny dzień przyniesie ci ukojenie i pomoże przejść przez ten ciężki czas. Trzymam za Ciebie ogromne kciuki, ściskam mocno...
OdpowiedzUsuńTo prawda... mnie jeszcze nigdy nie zawiódł... i tym razem pomógł zebrać się do kupy w miarę szybko, choć może dlatego, że tragedie nie dotyczyły bezpośrednio mnie, tylko osób w jakiś sposób mi bliskich... Dziękuję za słowa wsparcia i pozdrawiam cieplutko:)
Usuńmam nadzieję, że ogród oderwie Twoje myśli od przykrych zdarzeń, a roślinki i opieka nad nimi przyniosą ukojenie - Twój zielony zakątek zapowiada się pięknie :)
OdpowiedzUsuńDziękuję:) Mój ogród to zielona oaza, która zawsze przynosi mi ukojenie:)
Usuń