1.03.2026

Wiosna w głowie

 ... i na razie głównie w głowie. Witajcie kochani♥︎
Choć temperatura powietrza wzrosła, a śnieg już praktycznie się stopił to natura wciąż pozostaje w zimowym letargu. Tu u mnie to zaledwie początek początku przedwiośnia. 


Trzeba naprawdę nisko pokłonić głowę, by dostrzec pierwsze malutkie symptomy przebudzenia życia płynącego z ziemi...

Natomiast w mojej głowie wiosna "buzuje" już od jakiegoś czasu.  Tęsknię i myślę o niej wręcz obsesyjnie. Na konkretne działania w ogrodzie jest jeszcze za wcześnie, więc póki co marzę, planuję i przygotowuję się do zielonego sezonu. Ciekawi mnie, jak tegoroczna, ciężka zima wpłynęła na kondycję moich roślin. Zwłaszcza jesiennych nasadzeń, a były one u mnie dość liczne.  Posadziłam kilka pięknych drzewek - tulipanowca, ambrowca, klon tatarski i miłorząb japoński.  Na razie to suche badyle, ale przed mrozami zabezpieczyłam je agrowłókniną i korą, więc mam nadzieję, że przetrwały bez uszczerbku.


Tegoroczna zima była niezwykle długa, mroźna i śnieżna. Miałam okazję spędzić  jej kawałek (dwa tygodnie) na polskim biegunie zimna... czyli w Suwałkach. Kiedy w Krakowie temperatura oscylowała w granicach minus 20 stopni, tam temperatura przy gruncie spadała do minus 30...  Mróz wbijał się "szpileczkami" w policzki, a w nosie zamarzała śluzówka:))) Przy tak siarczystym mrozie i słoneczku, powietrze skrzy się milionem drobinek, jakby ktoś z nieba sypał brokatem...  Pięknie to wygląda, ale funkcjonować w tak niskich temperaturach jest ciężko... i pomyśleć, że kiedyś takie zimy to był standard.
Na zdjęciach podwórko mojej mamy właśnie w takiej ekstremalnie mroźnej odsłonie...

To już ostatnie na moim blogu wzmianki i zdjęcia tegorocznej zimy. Od teraz czekam z otwartymi ramionami na wiosnę... jej kolory, ciepełko i ptasie koncerty🌷☀️🦆


Pozdrawiam cieplutko
         Ania

22.02.2026

Tłusty Walenty... jak nim nie zostać, czyli pączek na raz:)

 Witajcie kochani♥︎
W zeszłym tygodniu mieliśmy kumulację świąt wszelakich.  Tłusty czwartek wypadał w tym roku tuż przed świętem Walentego, pomiędzy nimi mieliśmy dzień kochania siebie, a na koniec jeszcze święto singla. Przy tak dużej puli uroczystości  każdy zapewne znalazł coś dla siebie.  Mnie tłustoczwartkowe szaleństwo nie dotyczy...  ze względów zdrowotnych  unikam połączenia białej mąki i cukru. Jednak nie byłabym sobą, gdybym w tym czasie nie obdarowała siebie i swojego Walentego odrobiną łakoci... 


Łakocie, które umilały nam Walentynki to domowe super pączki na mące owsianej, czyli zdrowsza wersja tych tradycyjnie wypiekanych. Mąka owsiana  z powodzeniem zastępuje mąkę pszenną, nadaje się do wypieku zarówno kruchego, drożdżowego, jak i biszkoptowego ciasta.  Mąkę można kupić gotową (Carrefour, Auchan, Stokrotka i inne większe markety) można też zrobić ją samemu  ze zwykłych płatków owsianych - wystarczy je zmielić. Mąka z owsa ma przyjemny, lekko orzechowy smak i co dla mnie kluczowe - posiada niski indeks glikemiczny:) A owsiane pączusie z mascarpone to prawdziwy rarytas... 

Składniki
  • 260g mąki owsianej
  • 250g serka mascarpone 
  • 2 jajka średniej wielkości
  • płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżka ksylitolu (najlepiej zmielonego na puder)
  • szczypta soli
  • łyżka soku z cytryny
  • olej lub smalec (najlepiej gęsi) do smażenia


Przygotowanie
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy szczyptę soli, proszek do pieczenia, ksylitol (lub cukier), jajka, serek i sok z cytryny. Składniki dokładnie miksujemy do połączenia. Ciasto będzie miało dość luźną konsystencję, jeśli wyjdzie zbyt rzadkie - można podsypać go jeszcze odrobiną mąki. Przed lepieniem pączków należy natłuścić olejem dłonie, by ciasto nie przywierało do rąk. Odrywamy po kawałku ciasta i ręcznie formujemy niewielkie kulki (u mnie mniej więcej gabarytów orzecha włoskiego) Do smażenia możemy użyć smalcu gęsiego,  jest najlepszy - ma wysoką stabilność termiczną, czyli się nie przypala, a na dodatek zawiera o wiele mniej tłuszczów nasyconych niż np. smalec wieprzowy.  Można też użyć oleju, osobiście polecam Kujawski 3 Ziarna - jest dobrej jakości i także ma wysoką temperaturę dymienia. Do końcowej obróbki pączków najlepiej zastosować wyższy rondel lub garnek, gdyż olej podczas smażenia może się pienić (powód - ciasto jest dość wilgotne) Na gorący tłuszcz wrzucamy pojedynczo partię pączków, nie muszą być całkowicie przykryte olejem, wystarczy, że są zanurzone do ciut więcej, niż połowy.  Podczas smażenia delikatnie obracamy je łyżką cedzakową. Smażymy ok. 5 minut (w zależności od ich wielkości) lub do równomiernego zarumienienia. Z przepisu wychodzi u mnie zazwyczaj 50 pączków, które smażę w trzech turach. Usmażone wyjmujemy na papierowy ręcznik kuchenny, by odsączyć z nich nadmiar tłuszczu.  Gotowe możemy przypudrować odrobiną ksylitolu.


Jabłko też może być świetnym prezentem na Walentynki... wszak podobno od niego wszystko się zaczęło💔❤️❤️‍🩹


Pozdrawiam cieplutko
         Ania

28.01.2026

Makaron z czerwoną cebulą /spaghetti con la cipolla rossa/

 Witajcie
Nowy 2026 rok zaczynam na blogu wpisem kulinarnym. A jak kulinaria... to pewnie się domyślacie, że będzie to... makaron!!!  Ten przepis zaskoczył mnie totalnie. Myślałam, że z tak niewielu i to dość "lichych" składników wyjdzie danie, co najwyżej przeciętne. A wyszło pożywne, niewiarygodnie smaczne,  aksamitne danie i do tego, banalnie proste w przygotowaniu. Tak więc pasta z czerwoną cebulą na stałe wchodzi do mojego jadłospisu! 

Składniki /na dwie osoby/

  • 150 - 200g makaronu typu spaghetti (u mnie pełnoziarnisty)
  • 200 - 230g czerwonej cebuli
  • 3 gałązki świeżego rozmarynu
  •  papryczka chili
  • ser pecorino
  • oliwa z oliwek
  • pieprz, sól


Przygotowanie
Obraną cebulę kroimy na pół, a następnie w półtalarki. W przepisie, na którym się wzorowałam użyto cebuli o podłużnym kształcie, typu włoskiego - rossa lunga di Firenze.  Niestety nigdzie takiej nie znalazłam, choć bywa ona czasem w Lidlu... Okrągła cebula może nie jest tak słodka, ale też smaczna i z powodzeniem możemy ją wykorzystać. Na patelnię wlewamy oliwę, wrzucamy do niej papryczkę, podgrzewamy, by papryka uwolniła aromat. Nastawiamy wodę na makaron. Gdy oliwa będzie już odpowiednio gorąca dodajemy do niej cebulę, gałązki rozmarynu i smażymy od czasu do czasu mieszając. Kiedy cebula się lekko zeszkli zmniejszamy ogień i dusimy ją jeszcze przez ok. 15 - 20 minut. W międzyczasie gotujemy makaron. Cebulę delikatnie mieszamy, by równomiernie się karmelizowała, pod koniec duszenia wyjmujemy gałązki rozmarynu i paprykę, dodajemy pieprz. Całość podlewamy chochelką (lub dwiema) wody spod makaronu, delikatnie mieszamy, by wytworzył się sos, solimy i jeszcze przez moment dusimy. Do gotowej cebulki dodajemy odcedzony makaron, delikatnie łączymy składniki na małym ogniu, tak by makaron wchłonął sos, w razie potrzeby podlewamy jeszcze odrobiną wody. Gotowe danie na talerzu posypujemy startym serem pecorino.  Oryginalny, włoski przepis na tę pastę znajdziecie tutaj

Po obiedzie warto ruszyć na spacer... nawet krótki dystans to same profity dla zdrowia.
A i zimowe widoczki potrafią zauroczyć❄️❄️❄️


Pozdrawiam serdecznie♥︎
         Ania