24.10.2024

Domostan = Dobrostan

Witajcie♥︎♥︎♥︎
Dzisiaj zapraszam Was na małą wycieczkę po moim wiejskim domku. Już z początkiem miesiąca zmieniłam w nim wystrój z letniego na jesienny, ale jakoś nie było czasu żeby te zmiany obfotografować. Zresztą nie było też czasu, by porządnie zanurzyć się w te jesienne pielesze. Ostatnie weekendy upływają mi w całości pod znakiem prac polowych.  Piękna pogoda sprzyja aktywności na zewnątrz, a u nas w tym okresie tych aktywności jest aż nadto - winobranie, oporządzanie warzywnika, czyszczenie rabatek, donic tarasowych oraz niekończące się grabienie liści... Ale kiedy uporam się już z ogrodem to z przyjemnością oddam się bumelanctwu pośród tych wszystkich domowych umilaczy.   

Żeby w kontrze do jesiennej słoty (która nas nie ominie i przyjdzie wcześniej, czy później... ) wyczarować w domu przytulny klimacik nie potrzeba wcale wiele. Parę świec czy lampionów, miękkie poduchy, ciepły kocyk, bukiet lub stroik z darów natury - niby drobnostki, ale mają wielką moc wpływania na nasze samopoczucie...  Czasem te drobne zabiegi wokół są  najlepszym antidotum na jesienną chandrę.  Akurat ja jestem jesieniarą i nie odczuwam z powodu tej pory roku spadku nastroju,  wręcz odwrotnie - cieszę się na te wszystkie długie wieczory, kiedy będę mogła w końcu nadrobić czytelnicze zaległości. 

Żal mi jedynie bukietów, przez cały ogrodniczy sezon są one u mnie głównym elementem dekoracyjnym wnętrz... Te na zdjęciu poniżej to już zapewne ostatnie świeże kwiaty w wazonach.  Nawet najwytrwalsze rośliny moich rabat - kosmos i werbena - kończą powoli swoją wegetację. Hortensje zaś zmieniają kolor, brązowieją i przechodzą płynnie w stan hibernacji. Cóż, przyroda pomalutku udaje się na zasłużony wypoczynek...

Jesień zagościła też na talerzach... spaghetti z sosem borowikowym to danie, które cieszy się w mojej rodzinie dużym powodzeniem. Prawdziwki pochodzą co prawda z Kleparza, ale młody, aromatyczny koperek prosto z mojego ogródka:) Uginające się od warzyw stragany to chyba największy atut jesieni, korzystajmy z jej darów ile się da🍁🍁🍁


Pozdrawiam cieplutko
         Ania

16.10.2024

Jesienna pielęgnacja

 Witajcie♥︎♥︎♥︎
Moja pielęgnacja  w zasadzie przez cały rok jest taka sama i polega na - oczyszczaniu, nawilżaniu, odżywianiu i ochronie skóry.  Jesienią co prawda jest więcej czasu na pielęgnacyjne rytuały (bo co robić w długie wieczory, jeśli nie dopieszczać siebie???) ale to cały czas jest bazowanie na tych czterech czynnościach. Kosmetyków pielęgnacyjnych też raczej nie dzielę ze względu na pory roku... chyba, że aura tego wymaga, np. zimą - mróz. Jedynie co zmieniam jesienią to perfumy oraz kolorystyczne akcenty w makijażu.
 

Sporadycznie zmieniam też kremy do twarzy, mam bardzo wrażliwą cerę i ciężko kupić mi specyfik, który by mnie nie uczulał. Ale wiem też, że skóra nie powinna przyzwyczajać się do jednego kosmetyku, bo po dłuższym czasie słabo reaguje na jego działanie. Więc co jakiś czas podejmuję ten trud, by wdrożyć coś nowego...  Taką nowością w mojej kosmetyczce są kremy Dr Ireny Eris - FACE & EYES ZONE.  Pierwszy to tonujący krem antyrodnikowy do twarzy, drugi to korygujący cienie i obrzęki krem pod oczy. Oba świetne i godne polecenia. Face Zone ma niezwykle lekką  konsystencję, wspaniale się rozprowadza, a dzięki właściwościom subtelnie koloryzującym śmiało może zastąpić podkład. Używam go wraz z głęboko nawilżającym kremem z kolekcji Sephory. Najpierw rozprowadzam i wklepuję hydrator, a kiedy delikatnie się wchłonie nanoszę cieniutką warstewkę face zone. Krem porządnie nawilża i to czuć już po kilku zastosowaniach,  nadaje też skórze naturalnego blasku, rozjaśnia, wyrównuje koloryt oraz maskuje przebarwienia. Z kremu pod oczy od dr Eris też jestem bardzo zadowolona, świetnie rozjaśnia okolice oczu, a przez to dodaje blasku spojrzeniu i najważniejsze - nie gromadzi się w "kurzych łapkach"nawet po całym dniu:) Kremy oprócz zalet, które już wymieniłam mają jeszcze jedną, dla mnie wręcz koronną  - zawierają filtry chroniące skórę przed szkodliwym promieniowaniem UVA i UVB. Krem do twarzy ma wysokie  SPF 50+, a krem pod oczy SPF 20. Moja skóra nie lubi tej mineralnej ochronnej warstewki, wszystkie kremy z filtrem, jakich do tej pory używałam obciążały moją cerę, a tu proszę... lekkie, nawilżająco- pielęgnujące i do tego chroniące... te kremy to mój kosmetyczny zachwyt roku...

Wraz z odejściem lata odeszły u mnie także w odstawkę lekkie, orzeźwiające,  cytrusowo - kwiatowe nuty zapachowe. Jesienią sięgam po coś cięższego i z ogonem... Burberry London for Women ogon ma... i to bardzo intrygujący- to rozgrzewająca mieszanina paczuli, piżma i drzewa sandałowego.  Niepozorna buteleczka otulona kawałkiem kultowego "płaszcza" w kratę burberry skrywa w sobie zapach, który chętnie noszę o tej porze roku...

Ponieważ jesienią nie maltretuję ust ciężkimi kolorami (ze względu na skłonności do pierzchnięcia warg - sezon grzewczy, wiatr, zmienność temperatur) to pozwalam sobie na mocny akcent kolorystyczny na paznokciach. Ten piękny lakier (Raisin' the Bar) to nowość w mojej kosmetyczce. Pierwszy raz sięgnęłam po markę OPI i na pewno nie ostatni:))) Lakier okazał się świetny, dobrze się rozprowadza i dokładnie kryje już po pierwszym razie, a przy tym naprawdę długo utrzymuje się na płytce. Do takich intensywnie bordowych paznokci usta pozostawiam w neutralnym kolorze. Podkreślam je moją ulubioną i jak na razie bezkonkurencyjną pomadką w kredce firmy Golden Rose nr 18. To jest świetny kosmetyk za niewielkie pieniądze, ma przyjemną dla ust konsystencję, łatwo się rozprowadza, nawilża i odżywia.

Pielęgnacja zewnętrza to jednak nie wszystko, wszak prawdziwe piękno pochodzi z wewnątrz. Warto teraz, przed zimą zadbać o siebie kompleksowo. Nie jestem zwolenniczką suplementów i jeśli już sięgam po jakieś wspomagacze to są to zazwyczaj zioła. Borelymę polecił mi kiedyś lekarz na wspomożenie układu odpornościowego po długiej antybiotykoterapii.  Od tamtego czasu raz w roku robię sobie terapię tym specyfikiem. Borelyma to silnie skoncentrowana mieszanka ekstraktów z ziół - rdestowca japońskiego, szczeci pospolitej, czystka, ashwagandhy, vilcacory (czepoty puszystej) i andrographis (brodziuszki wiechowatej) Preparat nie zawiera żadnych substancji syntetycznych - wypełniaczy, konserwantów, słodzików czy barwników. Polecany głównie do stymulacji układu odpornościowego, ale także do detoksykacji i wzmocnienia organizmu. 
Oleje roślinne nieoczyszczane i tłoczone na zimno to też świetny sposób, by wspomóc nasze ciało od środka. Bogate w wielo i jednonienasycone kwasy tłuszczowe są niezastąpione w walce ze złym  cholesterolem i wolnymi rodnikami... Latem oliwa i oleje pojawiają się u mnie najczęściej w sałatach, jesienią zaś zawsze robię sobie kurację olejem - codziennie wypijam dwie łyżki jakiegoś... obecnie jest to olej z pestek czarnej porzeczki... samo zdrowie:)


Pozdrawiam cieplutko
         Ania