29.01.2015

Równowaga w przyrodzie...

Witam serdecznie
Wszyscy, którzy odwiedzają bloga, wiedzą, że mieszkam i w mieście i na wsi (w proporcjach 4,5 dnia do 2,5  plus święta, wakacje i cały wolny od pracy czas) Lubię wieś i kiedy w niedzielne popołudnie wraz z rodzinką wracamy do miasta trochę mi żal zostawiać tę sielskość. Jednak są dni, gdy idylla zostaje brutalnie przerwana przez głośne strzały i ujadanie psów. Nad pobliskim rozlewiskiem zaczyna się polowanie na kaczki, bażanty (przełom listopada i grudnia) Wtedy milcząc pakujemy w pośpiechu toboły i wyjeżdżamy do Krakowa. Nie rozumiem, jak można czerpać radość z zabijania ptaków? Jakoś nie przemawiają do mnie teorie o eliminowaniu słabszych osobników poprzez odstrzał. Natura w tej kwestii doskonale radzi sobie sama, nie potrzebuje człowieka ze strzelbą. Wszystkie chore zwierzątka stają się łupem drapieżników (nasz kotek też pomaga naturze, bo czasem znajduję jakieś resztki piór)

My pomagamy przetrwać ptakom zimę- dokarmiając je. Ponieważ słoninka w kawałku nie zdała egzaminu (wcześniej wspomniany kotek świetnie wdrapuje się na drzewa) tym razem zrobiłam krążki z ziarna i smalcu z wytopionej słoniny. Mogę godzinami obserwować i podziwiać stołujące się u nas ptaszki :-)

Pozdrawiam